Dom wariatów
Stanął w ogniu nasz wielki dom
Dym w korytarzach kręci sznury
Jest głęboka, naprawdę czarna noc
Z piwnic płonące uciekają szczury
Krzyczę przez ogno, czoło w szybę wgniatam
Haustem powietrza robię w żarze wyłom
Ten, co mnie słyszy ma mnie na wariata
Woła : "Co jeszcze świrze Ci się śniło?!"
Więc chwytam kraty rozgrzane do białości
Twarz swoją widzę twarz w przekleństwach
A obok sąsiad patrzy z ciekawością
Jak na nim płonie kaftam bezpieczeństwa
Lecz większośc śpi przez sen się uśmiecha
A kto się zbudzi nie wierzy w przebudzenie
Krzyk w wytłumionych salach nie zna echa
Na rusztach łóżek milczy przerażenie
Ci powiązani dymem materacy
Przepowiadają życia swego słowa
Nam pod nogami żarzą się posadzki
Deszcz iskier czerwonych osiada nam na głowach
Dym coraz gęstszy, obcy ktoś się wdziera
A my wciśnięci w najdalczy sali kąt
"Tędy!" - wrzeszczy - "Niech was jasna cholera!"
A my nie chcemy uciekać stąd...
A my nie chcemy uciekać stąd...
Krzyczymy w szale wściekłośći i pokory
Stanął w ogniu nasz wielki dom
Dom dla psychiczni i nerwowo chorych...
A my nie chcemy uciekać stąd...
Krzyczymy w szale wściekłośći i pokory
Stanął w ogniu nasz wielki dom
Dom dla psychiczni i nerwowo chorych...
A my nie chcemy uciekać stąd...
A my nie chcemy uciekać stąd